30 października 2015

Rozdział 25

,,SPOILER'' ITP! 
Ten, kto zgadnie, dlaczego nie ma żadnych nawiązań do piosenek 5SOS z Sound Good Feels Good jest mistrzem w logicznym myśleniu
,, I'm too hot ''
Dedyk dla... wszystkich XD A co mi tam!

- Hejka kucyki - w pewnym momencie usłyszałam głos Michael'a, więc odwróciłam się za siebie. To co zobaczyłam...to powinno być ocenzurowane na +18.

Chłopak miał oczojebno, neonowo-różowe włosy, a kolczyk zamiast czarny, był…neonowo żółty! Ubrany był w koszulkę z pomarańczowym* motywem galaxy, legginsy w panterkę i neonowo-niebieskie adidasy. Stałam jak słup soli i wydawało mi się, że chłopcy też.
- M-M-Michael, coś t-ty zr-robił? – zapytałam jąkając się w szoku. Ten chłopak wyglądał jak wielka, oczojebna tęcza! A może on sam w sobie był wielką, oczojebną, tęczą?
- Szukam własnego stylu, a co u ciebie Pinky Pie? – dobra, gdyby nie to, że się tak ubrał, a ja byłam w szoku pewnie walnęłabym go w łeb za nazwanie mnie imieniem kucyka z My Little Pony.
- Aha, szukasz swojego stylu i dlatego postanowiłeś ubrać się jak nawiedzony hipis? – tsaa…Ashton chyba czytał mi w myślach.
- A żebyś wiedział, bejbe! – okey…nie żeby coś, ale musiałam zapytać:
- Mikey, czy ty…no wiesz…jesteś…inny? – szepnęłam do niego, a on wpadł w głupawe. Zaczął tarzać się ze śmiechu po podłodze, a wszyscy patrzyli się na niego jak na debila.
- A żebyś wiedziała. Nigdy nie zauważyłaś, że Luke jest sexy-flexi? – (Autorka: MUKE FOREVER! Tak, musiałam to napisać XD). Moja reakcja? Zaczęłam się śmiać jak chora psychicznie, a Calum i Ashton mi zawtórowali. Tylko Hemmings stal z kamienną miną.
- Clifford, ty idioto! – jęknął i potarł twarz dłońmi.
- Coś się stało? – wyżej wspomniany zapytał niewinnym głosem.
- Ja nie jestem taki. I ty doskonale o tym wiesz – oni sobie robili ze mnie jaja, czy co?
- Udowodnij - powiedział do Hemmingsa z cwanym uśmiechem. Patrzyłam na niego z niezrozumieniem pomieszanym z niestającym rozbawieniem, a po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra, obraca o 180 stopni i całuje mocno i namiętnie w usta. Chłopcy zaczęli klaskać i krzyczeć ,,gorzko, gorzko, gorzko!’’. Po chwili się od siebie odsunęliśmy i uśmiechnęliśmy. Luke chciał coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek. Ramię w ramię ruszyliśmy w stronę sali tanecznej. 
Michael-świr i pocałunek Hemmo na dzień dobry? To będzie ciekawy dzień.

******
Pierwszą lekcją był...taniec. Tak, moja pierwsza lekcja pod nadzorem Jack'a. Przed wejściem do sali rzuciłam w stronę Luke'a zaniepokojone spojrzenie, ponieważ zamiast naszej ,,standardowej'' muzyki do tańca klasycznego usłyszałam ,,Uptown Funk'' Bruno Marsa. Chłopak tylko posłał mi pokrzepiający uśmiech i lekko pchnął w stronę sali. 
- Heja ludziska! - z zaplecza wyszedł uśmiechnięty Jack - Jako, że kochanej pani Meakin dzisiaj nie ma, a ja nie mam zielonego pojęcia o tańcach towarzyskich - czy tylko ja tu wyczuwam kłamstwo na najniższym poziomie? On i brak nawet najmniejszej wiedzy o jakimś tańcu? - to dzisiaj zatańczymy coś szybszego. Mianowicie hip-hop - no tak. Chyba jestem Illuminati. Ale chwila! Ja nie mam stroju! Spojrzałam spanikowana na Lucasa, który był oazą spokoju.
- Wyluzuj i po prostu idź do szatni - ścisnął mnie lekko za rękę i poszedł w stronę męskiej przebieralni. Postąpiłam zgodnie z jego radą. Zdziwiłam się, bo gdy zajrzałam do torby zobaczyłam mój (dość stary, ale o dziwo dobry) strój do street'u. Szybko się przebrałam i mimowolnie spojrzałam na resztę dziewczyn. Tsa...zdecydowanie się wyróżniałam. Wszystkie miały na sobie obcisłe legginsy i kolorowe koszulki. Westchnęłam, związałam włosy w wysokiego kucyka i wróciłam na salę. Hemmings już tam był i akurat gadał z Pietersonem. Podeszłam do nich dość wolnym krokiem w nadziei, że uda mi się coś podsłuchać. Niestety marny ze mnie szpieg.
- Cześć mała. Co tam po szalonym tygodniu? - Jack przytulił mnie na powitanie, a potem ,,delikatnie'' popchnął mnie w stronę Lucasa, który zaśmiał się na ten gest i również mnie przytulił. Z tą różnicą, że on mnie nie puścił, ale objął w tali i trzymał przy sobie. I znowu w mojej głowie pojawiło się następujące pytanie: kim my właściwie dla siebie jesteśmy?
- Właśnie rozmawialiśmy na temat tego, jak pomóc ci wrócić do formy - zaczął nasz ,,instruktor'', a ja spojrzałam się na niego jak na idiotę.
- No nie patrz się tak! Przecież mówiliśmy, że ci pomożemy Pinky Pie - tsa. Odezwał się ,,rockman'', na której leci zhipizowany** Michael. 
Z racji, że wszyscy byli już w sali Jack postanowił, iż czas zacząć lekcję. To będzie masakra, podpowiadała mi kobieca intuicja, a jak wiadomo ona nigdy się nie myli.
- Najpierw pokaże wam układ, a wy go potem spróbujecie powtórzyć, okey? - wszyscy przytaknęli, a on się uśmiechnął - ale pamiętajcie, żeby dać z siebie wszystko, jasne? Zobaczę, że ktoś robi to byle jak, żeby tylko nie odstawać od reszty to zaraz zatańczy przed całym rocznikiem, a uwierzcie, że mogę to załatwić - dlaczego odniosłam dziwne wrażenie, że patrzył się głownie na mnie?
Tak czy siak chłopak w końcu zaczął tańczyć (dla chętnych układ z netu), a ja zaczęłam go przeklinać w duchu. Był to przerobiony układ, który tańczyliśmy kiedyś w szkole. Do tego był okropnie prosty! Miałam ochotę urwać mu łeb. Nie dość, że ten układ był głupi, to jeszcze prosty i na dodatek go znałam. On serio chciał mnie pogrążyć. A może raczej pomóc? W każdym razie ani trochę mi się to nie podobało. Kiedy skończył wszyscy zaczęli klaskać. Chyba nie muszę zaznaczać wielkiego entuzjazmu dziewczyn? Następnie kazał nam powtórzyć i włączył piosenkę od nowa. No cóż...zgadnijcie komu poszło najlepiej?  Niestety że względu na mój głupi instynkt dorzuciłam kilka, naprawdę ,,drobnych'' poprawek, ale i tak cała klasa gapiła się na mnie jak na jakiegoś mutanta. Cóż, taki mój urok. Zawstydzona podeszłam obok Hemmings'a, który stał z zadowolonym wyrazem twarzy. Puścił mi oczko, a ja w zamian pacnęłam go w ramię. Jack za to nie zwracał uwagi na zachowanie całej grupy i powiedział, że zaraz włączy muzykę i będzie nas krok po kroku uczył tego układu. W czasie tłumaczenia techniki Luke zrobił do niego dziwny gest, a on wręcz niezauważalnie skinął głową w jego stronę. Chwilę później zostałam delikatnie pociągnięta w stronę szatni.
- Przebierz się, a potem postaraj się wyjść tak, żeby nikt nie widział. Jack ich jakoś zajmie - zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć chłopaka już nie było. Westchnęłam i szybko ubrałam się w moje poprzednie ubrania, aby po chwili cichaczem czmychnąć z sali, podczas, kiedy cała grupa stała w kole dookoła Pieterson'a. Przed drzwiami czekał na mnie uśmiechnięty blondyn.
- O co tu do cholery chodzi? Nie możemy tak zrywać się z lekcji! - krzyknęłam szeptem w obawie, że ktoś nas przyłapie. Chłopak w odpowiedzi tylko zachichotał i pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia ze szkoły. Nie widziałam sensu w dalszym zadawaniu pytań, bo po prostu wiedziałam, że mi nie odpowie. Niemało się zdziwiłam, gdy nie zobaczyłam samochodu Ashtona. Na początku myślałam, że może je prze parkował, ale nigdzie go nie było. Mojego przyjaciela najwyraźniej to zbytnio nie zaniepokoiło, bo po prostu otworzył mi od strony pasażera do swojego auta, a następnie sam zajął miejsce kierowcy. Już chciałam znowu podjąć próby wypytania go o wszystko, ale w radiu zaczęła lecieć jedna z piosenek, które po prostu uwielbiałam. Albo nie, poprawka. Uwielbiałam do niej tańczyć. Było to Coming Home. Pod głosiłam radio i zaczęłam śpiewać razem z wokalistą, pomimo tego, że to raczej nie była piosenka przeznaczona do śpiewania. Kątem oka zauważyłam jak Luke uśmiecha się i zaczyna nucić melodię, której jestem pewna, że nie znał. Chyba, że z jakiś imprez. I tak minęła nam cała droga. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, a ja prawie zapomniałam, że zerwaliśmy się z lekcji. Prawie. Po jakimś czasie dojechaliśmy do wysokiego budynku z napisem ,,Hi or Hey Records''. Cholera, on chyba nie zabrał mnie na jakieś ich nagranie, co nie? Blondyn zaparkował, po czym wysiedliśmy z auta i weszliśmy. Hemmings najwyraźniej nie kłopotał się podejściem do recepcji, ale od razu pociągnął mnie w stronę windy. Czy on nie może mi po prostu mówić którędy mamy iść? Nie musieliśmy długo czekać, bo rozsuwane drzwi otworzyły się niemal od razu po naciśnięciu guzika. Chłopak wskazał, żebym weszła pierwsza. Westchnęłam i przekroczyłam ,,próg''. Chłopak zrobił to samo i nacisnął przycisk z cyfrą ,,6''. Trochę wysoko patrząc na mój lęk wysokości i liczbę okien w ścianach tego budynku od zewnątrz, ale wolałam tego nie komentować. Szerze mówiąc byłam strasznie spięta jednak postanowiłam wykorzystać sytuację.
- O co tu chodzi i czemu opuściliśmy lekcje? Tak nie można! - powiedziałam do niego w wyrzutem, a on spojrzał się na mnie z podniesioną brwią.
- Nie mów, że nigdy nie zdarzyło ci się iść na wagary - jego pewność siebie można było wyczuć na kilometr. Prychnęłam w odpowiedzi.
- A żebyś wiedział, że nie - mogłabym przysiąc, że w jego westchnięciu kryło się rozbawienie. I w tym momencie winda stanęła, a drzwi się rozsunęły. Wyszliśmy z kabiny i ruszyliśmy w stronę wskazaną przez chłopaka, który jakby instynktownie złapał mnie za rękę. Korytarz mimo, że był ciemny to wszystkie plakaty i obrazy z różnymi zespołami i solistami sprawiały, że stawał się dosyć ciekawy. Kroczyliśmy między jego ścianami w ciszy, a w tle leciała jakaś piosenka, której nie znałam. W końcu doszliśmy do końca drogi i stanęliśmy przed dębowymi drzwiami. Szczerze? Zupełnie nie orientowałam się, kiedy tu dotarliśmy.
- Witaj w naszym świecie - powiedział Luke otwierając drzwi. Widok był...po prostu wow. Nie było to takie zwykłe studio nagraniowe z wielką szybą, milionem guzików itp. To było coś w stylu mniejszego pokoju z dwoma kanapami i wzmacniaczami. Z tyłu (a może raczej przodu) pomieszczenia był jakiś komputer,mini klawisze, coś co wyglądało na przenośną wersję stołu DJ'a, głośniki, półka z jakimiś płytami i słuchawki. Ściany w tym miejscu były obite czymś, co wyglądało na...szpiczastą piankę. Serio. Blondyn chyba zobaczył, że się temu przyglądam.
- To cześć adaptacji akustycznej. Gdy dźwięk wychodzi przez głośniki jest przekształcony. Dzięki piankom w pomieszczeniu jest lepsza akustyka. Wiemy jak naprawdę brzmi dźwięk wychodzący z instrumentu - wyjaśnił, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem.
- Choć - chłopak zachęcił mnie, żebym podeszła bliżej biurka i wskazał mi krzesło, na którym usiadłam. 
- Chcę zapytać cię o zdanie w związku z jedną piosenką - szczerze? Bardzo się ucieszyłam, że chciał się o to zapytać właśnie mnie. Miło było poczuć, że ja też mogę im w czymś pomóc. Luke wziął w rękę gitarę, usiadł przede mną, i zaczął grać:


When I am looking for salvation in the setting sun | Gdy szukam ocalenia w zachodzącym słońcu
I can't stop thinking about what was | Nie mogę przestać myśleć o tym co było
But what if I can change the future? | Jednak co jeśli mogę zmienić przyszłość?

In my life you showed up | W moim życiu pojawiłaś się ty
And flashed millions of fireworks | I rozbłysły miliony fajerwerków
You are not submissive planet | Jesteś nieuległą planetą
Can I be your moon? | Czy mogę być twoim księżycem?
Guardian of the dormant during the day | Strażnikiem uśpionym w dzień
And vigilant at night | I czujnym w nocy

The fire broke out and everything caught fire | Ogień wybuchł i wszystko stanęło w płomieniach
There is a gray fog | Pojawiła się szara mgła

But I see an oasis that is you | Jednak widzę oazę, którą jesteś ty

Tłumaczenie z tłumacza google, bo jestem leniwa XD I słaba z angielskiego :( 

Kiedy skończył ja po prostu się na niego patrzyłam, a on potarł dłonią kark.
- Powiesz coś? - zapytał niepewny, a ja po prostu się uśmiechnęłam.
- Mam na razie tylko tyle i wciąż nad tym pracuję. Tylko nie mów chłopakom, okey? - poprosił.
- Obiecuję.

Wydawało mi się, że odetchnął z ulgą. To był pierwszy dzień, w którym Luke zaśpiewał mi coś w 100% swojego.


*Chodzi mi o to, że motyw zamiast ciemnego tła pod motywem galaxy, był jaskrawo-pomarańczowy.
**Ja tu wymyślam nowe słowa! Po prostu wyje z siebie. Ja nawet nie wiedziałam jak to napisać XD

Hejo!
Co tam u moich czytelników? Jakoś przez tą chorobę dostałam maxa weny :D
W następnym rozdziale będzie...coś! XD Pewnie spodziewaliście się spoileru. I tak wystarczająco jasny macie u góry ;-)
Ja wam zdecydowanie za dużo podpowiadam, ale kit z tym.
Do następnego ;-)

27 października 2015

Rozdział 24

Jeżeli ktoś jest ciekawy dlaczego tyle czasu nie było rozdziału to zapraszam do notki pod spodem.
Edit: Wracam też do odpisywania na komentarze!
(tym razem coś innego niż zazwyczaj)
,,Cause I'm hopeful''

Dwa tygodnie. Oto ile minęło od mojego pocałunku z Lucasem i od momentu, kiedy w pewnym sensie ,,pogodziłam się'' z moją mamą. Przez ten cały czas chodziłam przygnębiona. Gdyby chłopaki pewnie w ogóle nie ruszałabym się z domu, ale najwyraźniej wzięli sobie za cel oderwać mnie od wszystkich złych wydarzeń. Prawie codziennie zabierali mnie, albo do siebie, albo do jakiś knajp, parków i innych miejsc w mieście. W dzień  było nawet w porządku, ale najgorsze były bezsenne noce. Zazwyczaj cicho płakałam, żeby rodzice nic nie słyszeli. 
Pewnie zastanawiacie się: dlaczego?
Otóż...co prawda mój ojciec wrócił ze szpitala, ale nic nie pamiętał. No...prawie nic. Wciąż uwielbia oglądać sport. To się nie zmieniło. Najgorsze jest to, że już powoli przypomina sobie mamę, a mnie wcale. Nic. I to mnie chyba boli najbardziej.
- Orient! - wyrwałam się zaskoczona z zamyślenia, i ledwo uniknęłam piłki lecącej w moim kierunku. No tak. Zapomniałam wspomnieć, że dzisiejszym ,,świetnym pomysłem'' było wyjście na plaże. Trzeba przyznać, że Sydney ma naprawdę piękne strefy kąpieliskowe. Woda jest czysta, a piasek bez skaz. Po prostu raj.
- Weź się idioto! - z całej siły rzuciłam w Hemmingsa piłką, a ten ją sprawnie złapał. Głupia sprawność fizyczna. Chłopak wystawił mi język, a ja prychnęłam. Banda przystojnych  dzieciaków. Przeniosłam wzrok na Caluma i Michael'a, którzy aktualnie toczyli walkę na wodorosty, piasek i wodę. Podczas, kiedy oni się bawili Luke i Ashton grali w siatkówkę plażową. Próbowali mnie namówić, ale...cóż. Chyba jestem na to za leniwa. Poza tym słońce wciąż mnie pali, bo jestem tu dopiero...miesiąc? Mimo wszystko słońce wciąż mnie czasem dość mocno grzeje, dlatego teraz siedzę w cieniu i przyglądam się ludziom na plaży. Oni byli roześmiani. Szczęśliwi. A ja? Ja przeżywałam wypadek taty i to, że James dalej panoszy się po mojej szkole. Co więcej - wszyscy go uwielbiali. Nauczyciele, uczniowie, nawet woźne uwielbiały z nim przebywać. Ja i chłopcy z 5SOS byliśmy chyba jedynymi osobami, które wiedziały jaki on naprawdę jest. Czasem zaczepiał mnie na korytarzu, ale chłopcy starali się go wykurzyć nie robiąc scen na całą szkołę. 
A tak w ogóle wiecie, że stałam się sławna?
Nie ma to jak być na pierwszej stronie razem z Hemmingsem i Jack'iem. Najlepszy był nagłówek: ,,Czyżby Luke Hemmings poznał swoją fankę?''.
Po prostu marzyłam o takiej sławie. Serio. 
A tak ogólnie to...Isabella nadal się do mnie nie odzywa. I pomyśleć, że taka ,,słodka'' dziewczyna ma w sobie tyle jadu.
Jack znalazł sobie świetną posadę. Mianowicie jest...uwaga...uwaga...Pomocnikiem naszej nauczycielki tańca! Miałam ochotę zabić go jak się dowiedziałam. A wiecie dlaczego? Bo sam mi się przyznał, że zrobił to specjalnie dla mnie, Jakby nie wiedział, że będzie mnie to stresować! Co jeszcze w tym tygodniu ciekawego? Matka natura mnie nie kocha i dostałam okresu. Świetny tydzień co nie? Westchnęłam i zamknęłam książkę. Postanowiłam przejść się po plaży. Wstałam z ręcznika, owinęłam się chustą i ruszyłam w stronę przeciwną do bawiących się chłopców z 5SOS. Lekki wietrzyk sprawiał, że słońce nie doskwierało mi tak bardzo. To był jeden z tych dni, kiedy pozwalałam sobie odetchnąć. Po prostu zapomnieć. Skierowałam się w stronę wody i szłam jej brzegiem mocząc nogi w lekkich falach.

******

- Lily! Zaczekaj! - nagle usłyszałam znajomy głos, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam zdyszanego Hemmings'a. Spojrzałam na niego rozbawiona, a on rzucił się na piasek obok mnie.
- Wiesz co, Luke? Ja zawsze wiedziałam, że kiedyś rzucisz się na ziemię obok moich stup, ale nie myślałam, że to nastąpi tak szybko - powiedziałam ze śmiechem, a wcześniej wspomniany prychnął.
- Ha.Ha.Ha. Bardzo zabawne. Serio - przewrócił oczami, żeby podkreślić swoje słowa.
- Dobra, lepiej mów o co chodzi, bo nie uwierzę, że przebiegłeś tyle drogi tylko po to, żeby rzucić się na pasek obok mnie.
- A tak. Idziemy na lody - powiedział z szerokim uśmiechem, a spojrzałam się na niego z taką miną, że po chwili jego twarz wyrażała jedno, wielkie zdezorientowanie.
- Chcesz mi powiedzieć, że chciało ci się tyle biec, żebym poszła z wami na lody? Serio? - teraz byłam tylko rozbawiona. Ten facet czasami po prostu mnie rozbrajał.
- No...właściwie to tak - wstał i podrapał się po karku, a ja pokręciłam głową z politowaniem. 
- Niech ci będzie. Prowadź - wskazałam ręką w stronę zaludnionej części plaży. Chłopak wziął to za pretekst, żeby złapać mnie za dłoń i pociągnąć mnie we wcześniej wskazanym przeze mnie kierunku. Szliśmy w ciszy, ale chyba żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Ostatni tydzień był między nami dość...dziwnym okresem. Ukradkowe spojrzenia, rumiane policzki, cwane uśmieszki...A to wszystko, kiedy nikt nie patrzył. Moja mama zaczęła się mną więcej zajmować, ale nie wiem czy to mnie akurat cieszy. Wcześniej narzekałam na brak zainteresowania, ale wtedy przynajmniej nikt nie robił mi codziennie jakiś aluzji co do moich relacji z chłopakami. Teraz to się diametralnie zmieniło. Moja rodzicielka ustawiła sobie za główny cel dowiedzieć się co jest między mną, a Lucasem. A ja nawet gdybym chciała jej coś powiedzieć, to bym nie mogła, bo...ja sama nie wiedziałam kim my dla siebie jesteśmy. Cały czas czułam się jakby oni mimo wszystko byli poza moim zasięgiem. Jakby wszystkie moje wysiłki były nieważne, bo cokolwiek bym nie zrobiła to i tak nie byłabym dla nich dość dobra. I to mnie przytłaczało. Do tego okazało się, że Hemmings nie rzuca słów na wiatr. Dzień po tym jak znowu zaczęłam ,,normalnie" rozmawiać z mamą, on chciał wiedzieć wszystko na temat moich konkursów. Obejrzeliśmy razem wszystkie nagranie i...o dziwo poczułam się inaczej. Jakbym była silniejsza, bo w końcu uświadomiłam sobie, że to już było i nie wróci. Wciąż nic nie powiedzieliśmy reszcie, ale postanowiłam, że to niedługo się zmieni. Ja już prawie wróciłam do formy, a Luke obiecał, że będzie mnie pilnował i zacznę znów trenować pod jego nadzorem. W razie gdyby coś się działo będzie mógł mi pomóc. Strasznie cieszyłam się z tego powodu. Brakowało mi tego wsparcia ze strony drugiej osoby. 
Poza tym dzisiaj był ostatni dzień ,,wolności''. Była niedziela, a od jutra wracam do szkoły. A właściwie wracamy. Luke tak jak obiecał pilnował mnie przez cały tydzień. Dzięki Ashton'owi, Mchael'owi i Calum'owi nie jesteśmy w tyle z nauką. Załatwili nam notatki nawet z tych przedmiotów, których nie mamy razem. Mimo całego swojego zboczenia można ich z czystym sumieniem nazwać aniołami.

******

Kiedy doszliśmy już do budki z lodami chłopcy już na nas czekali. Jednak niezbyt spodobały mi się ich uśmieszki. Były one w stylu ,,jesteśmy zboczeni, ale taka nasza diabelska natura''. Spojrzałam na nich ze zmarszczonymi brwiami, a kątem oka widziałam jak Luke przewraca oczami. Okazało się, że kupili już lody dla całej piątki, ale patrząc na ich miny nie byłam pewna czy powinniśmy je brać. Ostatecznie postanowiłam zaryzykować. Poszliśmy w stronę naszego ,,obozowiska''. Szczerze mówiąc nie wiem czy powinnam się zdziwić widząc, że ręczniki Calum'a i Michael'a są częściowo w wodorostach. Chłopcy tylko się uśmiechnęli widząc moją minę. Usiedliśmy w kółku, a Ashton odchrząknął, a Hemmings w jednej chwili poczęstował go morderczym spojrzeniem. Jednak Irwin nic sobie z tego nie robił i spojrzał się na mnie.
- A więc Lily, jak tam spacerek z panem Lucasem Robertem Hemmingsem? Poproszę o pikantne szczegóły - no i wszystko jasne. Strzeliłam facepalm'a i spojrzałam na niego z politowaniem. 
- Nie zaczyna się zdania od ,,A więc''. To po pierwsze. Po drugie: nie muszę ci się spowiadać z mojego życia osobistego skoro ty tego nie robisz - odparowałam z uśmieszkiem.
- No wiesz...Wystarczyło poprosić. Ostatnio byłem na randce z Mirandą Loree, ale drugiej chyba nie będzie. Przez całe spotkanie gadała o jakiś kosmetykach, albo chciała się całować. Ona nie umie się całować. Serio. Jak zaczęła językiem... - w tamtej chwili nie wytrzymałam i po prostu zakryłam mu usta ręką. W odpowiedzi zaśmiał się perliście, a ja zaczęłam się zastanawiać z kim ja się zadaję. Z czterema chłopakami, którzy są nieziemsko przystojni i na pewno poza twoim limitem, wtrąciła moja podświadomość, a ja kazałam jej się zamknąć chociaż wiedziałam, że ma rację. Westchnęłam w duchu i dalej jadłam swojego loda.
- Fuj! Błagam cię, nie obrzydzaj nam jedzenia w tak piękny i słoneczny dzień!
- Michael, kiedy my nie mieliśmy słonecznego dnia? - Hood zgasił go trochę tym komentarzem, a my się zaśmialiśmy. Trzeba przyznać, że zapowiadał się całkiem przyjemny dzień. 

******

Ale jak to mówią wszystko co dobre, szybko się kończy. Powoli zaczynało się ściemniać, a żadnemu z nas nie uśmiechało się wracać po ciemku do domu. Calum zebrał się już o 17, a teraz była 18:46. Razem z Hemmo schowaliśmy nasze rzeczy do jego samochodu, a następnie pomogliśmy Ashton'owi oraz Michael'owi zapakować się do auta tego pierwszego. Pożegnaliśmy się z nimi, a chwilę później już byliśmy w drodze. W radiu leciały ciche dźwięki piosenki Ellie Goulding - Powerful. Chłopak lekko stukał w kierownicę rytm piosenki, a ja obserwowałam obrazy, który przelatywały za oknem. Trzeba przyznać, że w dzień Sydney było pięknym miastem, ale wieczorem, kiedy wszystko zaczynało rozbłyskać milionem barw...To był niesamowity widok. Nie trudno było się zakochać. W pewnym momencie odwróciłam wzrok w stronę siedzenia kierowcy. Teraz słyszałam dźwięki nowego kawałka One Direction - Perfect. Akurat pech chciał, że stanęliśmy na światłach i spojrzeliśmy się na niebie w tym samym momencie. Zanim odwróciłam się znowu w stronę okna zdążyłam zauważyć, że chłopak przygryza swój kolczyk. Próbowałam udawać, że nic nie widziałam, ale w jednej chwili poczułam, że chłopak łapie mnie za rękę. Lekko się uśmiechnęłam i zarumieniłam. I tak właśnie wyglądały te chwile, w których byliśmy sami. Kiedy byliśmy w czyimś towarzystwie nasze zachowanie ulegało diametralnej zmianie. Oboje udawaliśmy, że nic się nie dzieję, ale szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia dlaczego. Do tego sama nie wiem czy mi się to podoba...
Po jakiś 20 minutach dojechaliśmy pod mój dom. Chłopak uparł się, że odprowadzi mnie pod drzwi, a ja szczerze mówiąc nie miałam nic przeciwko. Wolnym krokiem podeszliśmy do budynku wciąż trzymając się za ręce. 
- To...widzimy się w szkole? - zapytałam, gdy staliśmy na ganku. On w odpowiedzi się zaśmiał.
- Zapomnij - i w tym momencie mnie pocałował. Szczerze? Zaczęły mi się podobać takie pożegnania. 

******

Nigdy nie myślałam, że będzie mi aż tak trudno wstać rano do szkoły po zaledwie pięciu dniach nieobecności. Rano budzik w telefonie denerwował mnie bardziej niż zwykle. Poza tym delikatnie mówiąc lekko go zignorowałam i zamiast o 6:00, wstałam o 6:50. Musiałam biegiem zbierać się do szkoły i dziękowałam Bogu, że odrabiałam wszystkie lekcje na bieżąco. Ledwo zdążyłam się ubrać i zjeść, a już musiałam wychodzić z domu.
Koniec końcem na szczęście w szkole byłam o 7:30. Chłopcy pojawili się chwilę później, a że mieliśmy jeszcze trochę czasu postanowiliśmy posiedzieć na parapetach w pobliżu naszych sal lekcyjnych. Gadaliśmy o ostatnich zajęciach muzycznych.
- Hejka kucyki - w pewnym momencie usłyszałam głos Michael'a, więc odwróciłam się za siebie. To co zobaczyłam...to powinno być ocenzurowane na +18.


Przepraszam was z całego serca!
Obiecałam się poprawić, dodawać częściej rodziły, a co robię?
Nie dodaję rozdziału od jakiś dwóch miesięcy.
Naprawdę was przepraszam, ale po prostu...nie wiem!
Szkoła chwilowo mnie wyprała. 
Teraz siedzę w domu z grypą jelitową i może uda mi się napisać coś w przód :( 
Naprawdę nie wiem jak mam was przepraszać.
Zmieniłam szablon główny i mam nadzieję, że się wam podoba. Co prawda zrobiłam go w 15/25 minut, ale jestem nawet zadowolona. Zrobiłam też dla was zwiastun. Link macie u góry. Film jest też w zakładce ,,W Pigułce''
Odwiedziłam wszystkie blogi, które podaliście mi w komentarzach i obiecuję, że postaram się je niedługo skomentować.

Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Piszę to dla około 20 osób i naprawdę nie chcę was stracić :(

Jeszcze raz przepraszam

21 sierpnia 2015

Rozdział 23

O ile ktokolwiek to jeszcze czyta to...

Przepraszam, że tyle to trwało. Okazało się, ze wakacje są bez internetu. W notce pod rozdziałem macie dwa spoilery. Jeden do rozdziału 24, a drugi do 25. 
NIE ZABIJAJCIE MNIE. PROSZĘ!

,, I'm headin on a track
I'm turnin on back ''
Nie miałam pomysłu co dać w muzykę do rozdziału XD

W pierwszej chwili nie mogłam wierzyć w to, co robię. Jednak powoli, wraz z każdym oddaniem pocałunku, oswajałam się z tym uczuciem. Ostatni raz całowałam, a raczej byłam całowana przez chłopaka…dość dawno temu. Luke oddawał pocałunki delikatnie, jakby bał się, że zrobi mi krzywdę. Było to swego rodzaju słodkie, ale też krępujące. Kiedy w mojej głowie pojawił się pomysł z pocałunkiem miałam nadzieję, ze to on będzie prowadził. Chyba jednak się przeliczyłam. Po chwili odsunęliśmy się od siebie, a Hemmings przyglądał mi się w zamyśleniu. Ja za to się zarumieniłam i spuściłam głowę w dół. Po jakimś czasie chłopak odchrząknął, a ja podniosłam na niego wzrok. Chyba chciał coś powiedzieć, ale przeszkodziło mu pukanie do drzwi. Zezwalam się z kanapy jak poparzona i pomknęłam do wejścia. Uchyliłam drewnianą powłokę i uśmiechnęłam się na widok Jack’a.
- Hej! – przytuliłam go na przywitanie i wpuściłam do środka – Idź do salonu, a ja pójdę po popcorn. Może coś obejrzymy – zaproponowałam, a on skinął głową i ruszył w kierunku pomieszczenia, w którym znajdował się Luke. Chwila! Nie! Luke + Jack = …nawet nie chcę o tym myśleć. Przecież on jest cholernie zazdrosny! Ugh! Ja to mam pomysły! Zrezygnowana ruszyłam zrobić coś do jedzenia i modliłam się w duchu, aby chłopcy się nie pozabijali. Starałam się spieszyć, gdy wyjmowałam paczki z popcornem z szafki i wkładałam je do mikrofali. Zniecierpliwiona stukałam palcami o blat i starałam się wyłapać jakikolwiek dźwięk świadczący o kłótni lub czymś tego typu. Miałam ochotę skakać ze szczęścia, kiedy wszystko było gotowe. Złapałam miski w dłonie i ruszyłam w stronę z salonu. Gdy przekroczyłam jego próg chłopcy nagle przestali rozmawiać, a ja zmarszczyłam brwi. Powolnym i ostrożnym krokiem podeszłam do stolika, aby postawić na stoliku wszystkie przygotowane rzeczy. Wyglądało to trochę jak w jakimś filmie, ale nie zwracałam na to uwagi. Usiadłam na fotelu i przyjrzałam się im uważnie.
- Coś mnie ominęło? – zapytałam ze zmarszczonymi brwiami.
- Nie, a czemu? – zapytał Jack niewinnym tonem, a ja przekręciłam oczami.
- No cóż…zazwyczaj, kiedy osoba wchodzi do pomieszczenia reszta nie milknie w tak natychmiastowym tempie. Z tego co wiem, zostaje wprowadzona do rozmowy – powiedziałam. 
- Dziękujemy za lekcję dobrego wychowania, pani – prychnął Pieterson, a ja westchnęłam. Za jakie grzechy?
- Oj tam, oj tam. Miałaś rację, ale to…męskie sprawy – zwrócił się do mnie Luke. Przynajmniej jeden normalny.
- Dziękuję za informację, wielmożny panie – ukłoniłam się na krześle, a oni się zaśmiali. Nie, poprawka: Jack się zaśmiał, a Luke zachichotał.
- To jaki film oglądamy? – zapytał Hemmings, a ja miałam ochotę westchnąć. Zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Jakbyśmy się nie pocałowali. Jakby nic do mnie nie czuł. A może się pomyliłam? Może nie miałam racji?
- Może epoka lodowcowa? Zrobimy mini maraton? – zaproponowałam, a oni się zgodzili. Pomogli mi wszystko ustawić i po chwili usiedliśmy razem na kanapie. Oczywiście około w połowie filmu zaczęli się nudzić i gadać o jakiś zawodnikach MMA. Szczerze? Spodziewałam się po Lukey’u wszystkiego, ale nie tego, że interesuje się boksem. Mnie oczywiście ta rozmowa niezbyt zainteresowała, więc próbowałam się skupić na akcji w telewizji. Udawało mi się to do czasu, gdy Luke zaczął smyrać nosem po moim ramieniu. Automatycznie spięłam się na ten gest, a on się zaśmiał.
- Spokojnie, Jack wyszedł do łazienki – mruknął. Kiedy on się zrobił taki śmiały? Jeszcze wczoraj by się tak nie zachował. Czy na pewno dobrze zrobiłam całując go? Po chwili moje wątpliwości zostały rozwiane, bo Hemmings złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Na początek chciałam go odepchnąć, ale zmiękłam, gdy jedną dłonią delikatnie złapał mnie za policzek, a drugą objął w talii. Oddałam pocałunek, co go chyba trochę zdziwiło, bo na chwile przestał cokolwiek robić, ale szybko odzyskał rezon. Nie wiem ile to trwało. Całkowicie zatraciliśmy się w pocałunku. Przerwało nam chrząknięcie. Momentalnie oderwaliśmy się od siebie i usiedliśmy po dwóch różnych stronach kanapy. W progu salonu stal rozbawiony Jack z telefonem w ręku.
- Czyżbym wam w czymś przeszkodził? Jak coś to mogę iść. Dla mnie to nie problem. Może powinienem…-zaczął, ale mu przerwałam:
- Zamknij się – a żeby podkreślić moje słowa rzuciłam w niego poduszką. Oczywiście jako znakomity tancerz zdołałby się wywinąć prostym skokiem, ale oczywiście lubił się popisywać i zrobił salto w tył, na którego widok Hemmings wytrzeszczył wzrok.
- J-jak ty to zrobiłeś? – zapytał oniemiały, a ja prychnęłam.
- To łatwizna – na moje słowa spojrzał na mnie z mieszanką niezrozumienia i zaskoczenia.
- Potrafisz tak? – Pieterson mnie ubiegł zanim zdążyłam mu odpowiedzieć:
- To i jeszcze kilka innych. Jest o wiele lepsza ode mnie. Dziewczyny są zwinniejsze przez mniejszą masę – prychnęłam, a on przewrócił oczami – i wagę. Ich kości też są bardziej gibkie – zakończył, a Luke zagwizdał.
- Pokażesz coś? – poprosił, a ja westchnęłam.
- To nie najlepszy pomysł. Uwierz. To dosyć długa historia – dodałam, gdy zobaczyłam, że chce o cos spytać. Spojrzał ze zmarszczonymi brwiami na mojego przyjaciela. On tylko pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
- Wciąż ci nie przeszło? – jego głos był zmartwiony, a ja nie miałam ochoty go słuchać. Nie znosiłam, gdy był smutny.
- O co chodzi? Co jej nie przeszło?
- Wiecie…ja lepiej już pójdę – Pieterson podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło – trzymaj się mała i zaufaj – wyszeptał i wyszedł. Westchnęłam i spojrzałam na Lucasa. Bez słowa się do niego przytuliłam, a po moich policzkach popłynęły łzy. Chłopak to zauważył i przyciągnął mnie na swoje kolana. Objął mnie ramionami i pocałował we włosy.
- Ej, mała. Spokojnie. Co się stało? – szeptał do mojego ucha, a mnie chcą nie chcąc, za każdym razem przechodziły dreszcze.
- Po pierwsze: mała, to jest twoja pała, a po drugie: ostrzegam, to dosyć długa historia – odpowiedziałam łamiącym się głosem, a on się cicho zaśmiał.
- Jeżeli jesteś gotowa, to chętnie jej posłucham – odetchnęłam głęboko.
- No dobra. Powinieneś wiedzieć, że tańczę nie od dziś, jednak miałam długą przerwę. Nie bez powodu. Tańczyłam od dziecka. W przedszkolu chodziłam na lekcje, które chciałam kontynuować dalej. Jednak rodzice przestawali zapisywać mnie na zajęcia, bo…można powiedzieć, że to nie był mój poziom. Ćwiczyłam w domu, na dyskotekach szkolnych i czasami na dworze. Mówili, że byłam dobra. Czasami, że najlepsza w szkole. W drugiej klasie razem z Jack’iem zaczęliśmy brać udział w zawodach. Wygrywaliśmy. Zawsze. Na przełomie trzeciej i czwartej klasy dołączyliśmy do grupy. Wygraliśmy mistrzostwa Europy. Jednak…w szóstej klasie to się zmieniło. Kariera nabierała tempa, a my odnosiliśmy coraz większe sukcesy. Mieliśmy wielkie szanse na wygranie mistrzostw świata, ale…No właśnie. Kiedyś podczas ćwiczeń postanowiliśmy dodać Street Dance* do układu. To był błąd. I to duży błąd. Podczas skoku upadłam na nogę. Byłam przerażona. Nie mogłam wstać, a chwilę potem zemdlałam z bólu. Obudziłam się w szpitalu. Okazało się, że miałam rozerwane wiązadła w kolanie, zwichnęłam ścięgno Achillesa i miałam wstrząs mózgu. Przeszłam operacje przeszczepu wiązadeł z uda do kolana. Przechodziłam szereg rehabilitacji. Lekarze mówili, że już wszystko w porządku i mogę spokojnie wrócić do tańca, ale…bałam się. Po prostu się bałam. Do niedawna w ogóle nie tańczyłam. Dopiero jakieś dwa tygodnie przed wyjazdem tutaj wróciłam do tańca. Dowiedziałam się o przeprowadzce i byłam wściekła, bo nie uzgodnili tego ze mną. Jednak, wyszło mi to na dobre. Wróciłam do tańca, ale rodzice wciąż nie widzieli jak tańczę. Ba! Nie wiem czy w ogóle wiedzieli o tych wszystkich konkursach. Zawsze byli w pracy. Nigdy nie mieli dla mnie czasu – na końcu całkowicie się rozpłakałam. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy otwierane drzwi.
- Lilianno? Jesteś tutaj? – odetchnęłam z ulgą, gdy usłyszałam głos mojej mamy.
- Lil…- przerwała, kiedy spojrzała do salonu. Luke chciał się ode mnie odsunąć, ale ja mocniej go objęłam dając mu znak, że ma się nie ruszać. Chyba mu się to spodobało, bo się uśmiechnął. Miałam w nosie co pomyśli moja rodzicielka. Może w końcu się mną zainteresuje.
- To ja może już pójdę – zasugerował Hemmings, a ja westchnęłam i się odsunęłam. Naprawdę dobrze się przy nim czułam i mimo, że wstydziłam się tej myśli, to chciałabym zostać w jego ramionach na zawsze. Wstałam razem z nim i spojrzałam na moją mamę.
- Dzień dobry pani Whiskins – przywitał się, a ona skinęła głową.
- Poczekam w twoim pokoju – poinformowała mnie i skierowała się w jego kierunku. My za to poszliśmy w stronę drzwi. Chłopak zaczął ubierać kurtkę, a ja przyłapałam się na gapieniu się na niego. Co się ze mną dzieje do cholery?!
- Szkoda, że tak to się skończyło – powiedział, a ja mimowolnie skinęłam głową.
- Czyli…widzimy się w szkole? – zapytałam, a on prychnął.
- Zapomnij. Jesteś osłabiona i w szoku. Nie puszczę cię. Będę cię pilnował i jeśli będzie trzeba, to poproszę o pomoc moją mamę. A co do twojej historii…wrócimy do tego – chciałam mu powiedzieć, że może pomarzyć i idę do szkoły, ale mnie pocałował. Instynktownie zarzuciłam mu ręce na kark, a on mruknął z aprobatą. Objął mnie rękoma w talii i przyciągnął do siebie.
- Dwie sprawy. Po pierwsze: nie dyskutuj, bo nie żartuje. Po drugie: mam nadzieję, że od dziś będziemy się tak zawsze żegnać – zakończył z łobuzerskim uśmiechem, a ja się zarumieniłam.
- Do jutra Lily – cmoknął mnie w czoło i wyszedł.
- Pa Luke – szepnęłam, choć on już tego nie usłyszał. Westchnęłam, obróciłam się o 180 stopni i spojrzałam na schody. Czas na rozmowę z mamą. Zaczęłam powoli wchodzić na górę, a gdy stanęłam przed drzwiami pokoju wzięłam trzy głębokie wdechy. Delikatnie otworzyłam drzwi. Moja rodzicielka akurat oglądała jeden z medali, które leżały na biurku. Skąd one się tam wzięły?
- Nie wiedziałam, że zdobyłaś ich aż tyle – szepnęła.
- O wielu rzeczach nie wiesz – powiedziałam głosem wypranym z jakichkolwiek emocji. Teraz ma ochotę się mną zajmować? Po tych wszystkich latach? Dobre żarty!
- Czy ty i Luke…jesteście razem? – zapytała w końcu patrząc na mnie. Momentalnie znieruchomiałam, bo w jej oczach widziałam wielkie poczucie winy i łzy.
- My…nie…znaczy…Ugh! To skomplikowane – jęknęłam, a ona się lekko uśmiechnęła, ale nagle spoważniała.
- Kochanie, znaczy…- westchnęła – nawet nie wiem jak cię nazywać. Przez tyle lat…osiągnęłaś mnóstwo różnych niesamowitych rzeczy, a ja nawet o tym nie wiedziałam. Kiedy ty leżałaś w szpitalu, my z tatą byliśmy poza krajem. Mieliśmy do ciebie pretensje, gdy dostawałaś trójki i czwórki, podczas gdy ty wygrywałaś mistrzostwa kraju i Europy. Nawet nie wiedziałam, że masz szansę na taką karierę i szczęście! Od małego nie dawaliśmy ci stabilizacji i spokoju, którego tak potrzebowałaś. Nie poświęcaliśmy ci w ogóle czasu. Ba! Można powiedzieć, że cię ignorowaliśmy. Nie przychodziliśmy na przedstawienia szkolne. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio byłyśmy razem na zakupach. Byłam tak zapatrzona w James’a, że nie zauważyłam, że podoba ci się ktoś innym. Kiedy ty cierpiałaś i go nienawidziłaś, ja miałam nadzieję na to, ze wrócicie do siebie. Kiedy dowiedziałam się o przeprowadzce obiecałam sobie, ze zacznę być dobrą matką. Postanowiłam, że zaczniemy spędzać razem więcej czasu. Udało się, ale wszystko przepadło, gdy byłyśmy tu na miejscu. Ja naprawdę…przepraszam – wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałam. Rozpłakała się. Mimo wszystko podeszłam do niej i ja przytuliłam – naprawdę przepraszam. Nawet teraz, gdy dzieje się…to wszystko…- zacięła się, ale po chwili kontynuowała – Próbowałam to załatwić, ale jutro muszę iść do pracy. Musze zostawić cię sama – dalej płakała, a ja zaczęłam głaskać ją po plecach.
- Spokojnie mamo. Luke powiedział, że mnie przypilnuje i zatrzyma jutro w domu. Nie martw się. Coś wymyślę i…- zanim zdążyłam cokolwiek dopowiedzieć, przerwała mi:
- Zostaniecie w domu. Nie puszcze cię. Dowiedziałam się o wszystkim. Zarówno o badaniach, jak i osłabieniu. A tak poza tym to…shippuje was, bo tak to się teraz mówi, prawda? – zapytała, śmiejąc się przez łzy, a ja strzeliłam facepalm’a.
- Mamo…- jęknęłam.
- No dobrze, a teraz tak: choćby nie wiadomo co się stało, musimy ułożyć wszystko jakoś w salonie. Chyba zamówię jakąś półkę i…- tym razem to ja jej przerwałam.
- Mamo…to nie jest najlepszy pomysł.
- Niby dlaczego? Skarbie, wiem, że się boisz, ale sądzę, że powinnaś znów zacząć tańczyć. I sądzę, że Lucas by się ze mną zgodził – na te słowa się zarumieniłam.
- No dobrze, ale pomagam ci wybierać! – zaznaczyłam ignorując druga część jej wypowiedzi. Uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie. Przeszłyśmy do pokoju moich rodziców i zaczęłyśmy przeglądać różne szafki, komody, stoliki i inne meble tego typu, aby wybrać jakiś pasujący do naszego salonu.
Może to głupie, ale czułam, ze odzyskałam matkę.



*Nie jestem pewna jak powinnam to napisać, bo Street Dance znaczy po angielsku po prostu Taniec Uliczny
OMG! To już 23! Nie mogę uwierzyć! Chyba zaraz się popłacze. Po raz pierwszy doszłam do tak dalekiego rozdziału.

Zanim mnie zabijecie:
Zapraszam was na Out Of My Limit. Na razie tylko wattpad, ale gdy uporządkuje sprawy z gimnazjum itp. postaram się zrobić wersję na bloggera :)

Lecą spoilery!

Rozdział 24:

,,- Hejka kucyki – usłyszałam głos Michael’a, więc odwróciłam się za siebie. To co zobaczyłam…to powinno być ocenzurowane na +18''

Rozdział 25:

,, - Udowodnij - powiedział do Hemmingsa z cwanym uśmiechem. Patrzyłam na niego z niezrozumieniem, a po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra, obraca o 180 stopni i całuje mocno i namiętnie w usta'' 

Tsia...Zabijecie mnie.




7 sierpnia 2015

Rozdział 22

Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału :( Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie i że to wam zrekompensowałam :)
Dziękuję za tyle komentarzy <3 

~Lily POV~

- Przepraszam, że przeszkadzam panno Whiskins, ale nie przynoszę zbyt dobrych wieści...- powiedział a ja od razu razy poczułam niepokój.
- Podczas, gdy leżała pani nieprzytomna przeglądaliśmy pani papiery, a nasze pielęgniarki robiły podstawowe badania. Zauważyliśmy coś...można by rzec, iż niepokojącego i chcielibyśmy zrobić pani rentgen czaszki i parę padań - powiedział, a ja zmarszczyłam brwi. Rentgen czaszki?
- Ale po co? - zapytał Ashton. On chyba również nie rozumiał za bardzo o co chodzi.
- Zazwyczaj ludzie mają bardziej rozwiniętą lewą półkulę mózgu. Prawą natomiast trzeba, że się tak wyrażę, wyćwiczyć. Wiele ludzi, którzy mieli bardziej rozwiniętą prawą półkulę mózgu, miało problem z psychiką. Brało narkotyki czy piło alkohol. Nie było zbyt lubiane w towarzystwie lub po prostu było zamknięte w sobie. Z tego co widziałem w twoich aktach nie miałaś żadnego takiego problemu, a to, że teraz są z tobą twoi przyjaciele tego dowodzi - zakończył, a ja dalej nic nie rozumiałam.
- A mógłby pan to jakoś rozwinąć?
- Chodzi o to, że ty moja droga masz bardziej rozwiniętą prawą półkulę niż lewą, a to jest rzadko spotykane. Dla pewności chcemy po prostu zrobić kilka badań - wyjaśnił, a ja miałam mętlik w głowie. Ugh. Dlaczego zawsze mnie spotykają takie niuanse?
- No dobrze - powiedziałam niepewnie, a on uśmiechnął się pocieszająco.
- Pielęgniarki zaraz wszystko przygotują - poinformował i wyszedł, a schowałam twarz w dłoniach.
- Będziesz płakać? - usłyszałam lekko przestraszony głos Lucasa i się zaśmiałam.
- A ty co? Boisz się? - zapytałam z rozbawieniem.
- Nie po prostu czuję się niezręcznie, gdy kobieta płacze - odparł, a ja miałam ochotę wybuchnąć jeszcze większym śmiechem.
- Przecież już widziałeś mnie płaczącą - zauważyłam.
- Ale to co innego - i tymi słowami ,,zakończył'' ten temat.

******

Jest godzina 15:30, a mi wciąż nie pozwolili zobaczyć taty. Po moich ,,badaniach'' próbowałam podpytać pielęgniarki, ale one delikatnie mnie poinformowały, iż nie są upoważnione do zdradzania takich informacji. Moja mama również jeszcze nie wróciła. Aktualnie razem z chłopakami siedziałam w samochodzie Hemmings'a, ponieważ oni postanowili, iż cytuję ,,nie ma sensu dłużej czekać. Ashton poprosił panią z recepcji i zadzwoni do ciebie zaraz po tym, jak twój tata się obudzi''. Byłam tym nieco zirytowana, ale pozwoliłam im zaprowadzić się do samochodu. W ciszy jechaliśmy do mojego domu, a ja wciąż zastanawiałam się jak to możliwe. Mój tata zawsze był uważnym kierowcą. Nigdy nie przekroczył dozwolonej prędkości, nie przeoczył znaku stopu, ani nic. Gapiłam się przez okno, ale nie zwracałam zbytnio uwagi na obraz, który widziałam. Nagle poczułam dłoń Luke’a na swoim ramieniu. Spojrzałam się na niego.
- Już jesteśmy – wyjaśnił, a ja kiwnęłam głową i otworzyłam drzwi. Gdy tylko stanęłam na chodniku zachwiałam się i upadłabym, gdyby nie Ashton. Pomógł mi stanąć, a gdy zobaczył, że wciąż się chwieję – wziął mnie na ręce. Nie miałam siły się stawiać i protestować. Calum otworzył nam drzwi, a Irwin zaniósł mnie do pokoju. Chłopcy szli za nami. Luke odgarnął koc, a ,,mój porywacz’’ położył mnie na łóżku. Potem już nie zwracałam na nic uwagi. Wiem tylko, że zostałam przykryta pledem, a potem…zasnęłam.

******

Nagle poczułam dłoń na policzku. Czułam się odrętwiała i wyciśnięta z emocji.
- Będzie dobrze Lily. Musi być – usłyszałam miękki i jedwabisty głos. Nie potrafiłam rozpoznać, do kogo należał. Wiedziałam jednak, że ktoś się o mnie martwi. Owa osoba złożyła pocałunek na moim czole. Potem już nic nie
czułam.

******

- Ej. Pobudka syrenko – usłyszałam jakiś głos, ale uparcie go ignorowałam – promyczku, iskierko, lisico, tancerko, słoneczniku – dobra, chyba ktoś chciał mnie wkurzyć…– kucyku pony -…i właśnie mu się udało.
- Czego chcesz zła istoto zrodzona z cienia irytka – mruknęłam. W odpowiedzi usłyszałam śmiech.
- Jeżeli ktoś jest tu kucykiem pony, to na pewno ty, idioto – ten głos rozpoznałabym wszędzie.
- Lepiej idź pomóc Calum’owi, smerfie – no tak. Luke i Ashton. Poczułam jak materac ugina się pod ciężarem któregoś z nich. Lekko uchyliłam powieki i zobaczyłam niebieskie jak ocean atlantydzki oczy Hemmings’a. Lekko przekręciłam głowę i spojrzałam na Irwina.
- Jak się czujesz? – zapytał.
- Wypruta z emocji, więc chyba jest okey. Nie czuję ani bólu, ani szczęścia, czyli jest dobrze – powiedziałam.
- Czyli nie jest dobrze – poprawił mnie Luke, a ja przewróciłam oczami. Chciałam usiąść, ale za dobrze mi to nie wychodziło, więc mi pomógł.
- Co się stało?
- Zasnęłaś. Postanowiliśmy, że lepiej cię nie zostawiać, więc każdy z nas po kolei wrócił do domu, żeby się przebrać. Można powiedzieć, że mieliśmy trzyosobowe warty – wyjaśnił z lekkim uśmiechem, a ja pokiwałam głową.
- A moja mama?
- Nadal nie wróciła. Wziąłem jej numer z twojej komórki, ale nie odbierała – na jego słowa posmutniałam. Bardzo się o nią martwiłam. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że dotknął bez pozwolenia mojego telefonu. A propos. Jak na zawołanie usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Irwin podał mi komórkę.                               
Jack: Spotkamy się?
Westchnęłam i odpisałam:
Ja: Możesz przyjść do mnie? Chcę ci kogoś przedstawić J     
Jack: Spoko. Zaraz będę ;-)
Najwyższy czas, żeby przedstawić go chłopakom. Musiałam mieć dość dziwną minę, bo usłyszałam pytanie Ashtona:
- Wszystko okey?
- Tak. Zaraz poznacie mojego przyjaciela z Polski – uśmiechnęłam się, a on spojrzał się na mnie zdziwiony, jednak nic nie powiedział. Za to spojrzał się na Lucasa. Podążyłam za jego wzrokiem i zobaczyłam, ze chłopak nagle się spiął.
- Luke, polubisz Jacksona. To fajny chłopak – powiedziałam, a on westchnął i uśmiechnął się. Nie wiem, czy zdawał sobie z tego sprawę, ale był to najsztuczniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Wstałam z łóżka i chwiejnie do niego podeszłam, po czym go przytuliłam.
- Chciałabym, żeby moi przyjaciele się lubili – chyba za bardzo go to nie ucieszyło, ale odwzajemnił uścisk. Po chwili usłyszałam, że drwi od pokoju się otwierają i cicho zamykają.
- Wiem, ale po prostu go nie lubię. Nic na to nie poradzę – odparł, a ja prychnęłam.
- Nawet go nie znasz.
- Ale się do ciebie przystawia – zdziwiły mnie te słowa. Jednak nie mogłam go o nic zapytać, bo wyszedł z pokoju, ale zatrzymał się w progu.
- Zaraz będzie obiad. Jakbyś potrzebowała pomocy w schodzeniu po schodach to zawołaj – powiedział i wyszedł. Zostawił mnie skołowaną.
Luke był zazdrosny?
Przecież…chwila.
Kiedy James do mnie zarywał, on się wściekał.
Kiedy byłam smutna, on od razu mnie pocieszał.
Kiedy zobaczył mnie z Jackiem, był wkurzony.
Przykryłam usta dłonią i wydałam z siebie zduszony krzyk.
Luke był zazdrosny! Luke był zazdrosny o  m n i e !
Nie, chwila! Musi być jakieś logiczne wytłumaczenie! Przecież, ktoś taki jak on, nie może być zazdrosny o mnie! On jest gwiazdą rock’a, jest fajny, przystojny, słodki, czarujący, energiczny, z poczuciem humoru, opiekuńczy, miły… to w każdym razie nie moja liga. Usiadłam na łóżku, bo zrobiło mi się duszno i słabo. Jak to możliwe? Ugh!
- Lily, idziesz? – usłyszałam jak Mikey pyta się mnie zza drzwi. Wdech i wydech, wdech i wydech.
- Chwila! – sama nie wiem dlaczego to mną tak wstrząsnęło. Chwila! To szok. Tak, to na pewno szok. Jeszcze raz wpuściłam i wypuściłam powietrze z płuc, po czym otworzyłam drzwi.
- Wszystko okey?
- Jasne – mruknęłam, bo nadal pamiętałam jak nazwał mnie kucykiem pony. On tylko pokręcił z politowaniem głową i złapał mnie w pasie. Dość powoli schodziliśmy po schodach, aż w końcu doszliśmy do jadalni. Spojrzałam się podejrzliwie na chłopaków, bo na stole stało pięć misek rosołu. Luke na mnie nie spojrzał, Ash podrapał się po karku, a Calum odchrząknął.
- Nie jesteśmy genialnymi kucharzami, ale znaleźliśmy jakieś książki. Tylko, błagam nie wchodź w najbliższym czasie do kuchni – poprosił, a ja spojrzałam na niego przerażona. Co oni zrobili?! Michael pomógł mi usiąść, a po mnie usiadła reszta. Każdy z nas patrzył się z powątpiewaniem na swoją miskę, aż Hood westchnął i sięgnął po łyżkę. Patrzyliśmy z napięciem jak smakuje zupy i czekaliśmy na chwilę, w której ja wypluję i ogłosi zakażenie żołądkowe. Tak się jednak nie stało.
- Nawet niezłe – powiedział.
- No dobra, ale ostrzegam Hood: jeśli się okaże, że się potrujemy, to ty płacisz za nasze pogrzeby – zagroził Hemmo, a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Wszyscy zaczęli jeść, a ja musiałam oddać Calum’owi honor. Na serio nieźle mu to wyszło. Po skończonym posiłku chłopcy poszli posprzątać, a Cal pomógł mi dojść do salonu. Sama nie wiem, dlaczego byłam teraz taka słaba, ale chłopcy byli na serio kochani.

~*~*~*~

- Jesteś idiotą, jeśli myślisz, że pozwolę ci wygrać!
No tak. Chłopcy pomyśleli, że dobrze by było poprawić mi trochę humor, więc wzięli się za granie w Dance Central. To był niezapomniany widok. Co prawda widziałam różne filmiki w necie np. jak tańczyli do bamboleiro i gwałcili krzesła, ale…to biło wszystkie inne na głowę. Akurat Luke walczył z Ashtonem. Biedny Irwin nie miał szans, bo okazało się, że lekcje tańca zrobiły swoje. Mimo, że do jakiegoś poziomu zostało mu…trochę…dużo czasu, to na serio nieźle sobie radził. Mieli wyczucie rytmu, a to jest wielki plus.
- Ta…jasne Hemmings. Każdy wie, że jestem królem freestylu – odparował Irwin, a ja przewróciłam oczami. Dwa byki na corridzie. Akurat tańczyli do jednej z tych hinduskich piosenek, które tak uwielbiałam. Skończyli, a ja zaczęłam klaskać. Lucas wygrał, ale Ashtonowi niewiele do niego brakowało.
- Ja…pasuje – wysapali w tym samym momencie, a ja się zaśmiałam. Mikey i Calum poszli do domów, bo ich rodzice się uparli. Zostałam sama z Hemmo i Irwinkiem, ale mi to nie przeszkadzało. Wyłączyłam PlayStation, a chłopcy w tym czasie usiedli na kanapie.
- To co teraz robimy – zapytałam z uśmiechem, ledwo panując nad śmiechem.
- Pas! – obydwoje krzyknęli a ja się zaśmiałam. Nagle zadzwonił telefon Ash’a.
- Cześć mamo…acha…okey…chyba dobrze…tak…wciąż jest osłabiona…no dobrze…Luke…tak…jasne…dobrze mamo…przekaże…to cześć – zakończył i westchnął.
- Musze jechać. Jutro ma przyjechać jakiś wujek i ciocia z Ameryki. Mam zrobić zakupy i posprzątać. A! I mama kazała cię pozdrowić – wyjaśnił, a ja się uśmiechnęłam i pokiwałam głową.
- Też ją pozdrów – poprosiłam, a on kiwnął głową.  Podszedł do mnie, żeby pocałować mnie w policzek na pożegnanie. Kątem oka widziałam jak Luke się spina. Jest zazdrosny…,szeptała moja podświadomość. Po chwili wyszedł, a ja zostałam sama z Hemmingsem.
- To co robimy – zapytał po chwili niezręcznej ciszy. Udawał, że jest rozluźniony, ale widziałam jak patrzy się wszędzie, ale nie na mnie. Westchnęłam, bo nie chciałam, żeby nasza znajomość tak wyglądała, dlatego zrobiłam pierwszą lepszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy. 
Pocałowałam go.


~*~*~*~

Pocałowali się! OMG! OMG! OMG! FANGIRLUJE! AAAA!
XD Calum aka masterchef.
Wy czytaliście ,,Każdy z nas patrzył się z powątpiewaniem na swoją miskę, aż Hood westchnął i sięgnął po łyżkę. Patrzyliśmy z napięciem jak smakuje zupy i czekaliśmy na chwilę, w której ja wypluję i ogłosi zakażenie żołądkowe’’, a ja się chichrałam pisząc to. Czułam się, jakbym pisała jakiś kryminał, horror lub coś w tym stylu.
No i widzicie?
Dzięki mnie wiecie więcej o biologii/medycynie/anatomii czy jak to się tam nazywa XD
Informacje wzięłam stąd --> Którą półkulę mózgu wykorzystujesz bardziej? | EMOCJONALNA
Poza tym zabijecie mnie, ale..szczerze mówiąc do końca zostało góra 35 rozdziałów. Ale to na serio GÓRA. Wiem, że to dużo czas, ale zleci jak z bicza strzelił, a wy mnie zabijecie na epilogu :D

13 lipca 2015

Pytanko/Prośba/Propozycja/czy jak wy to tam nazwiecie XD

Na Dance Is My Life notki pojawiają się co poniedziałek, a po wakacjach mam zamiar zmienić to na środę. Tak czy siak, mam do was pytanko. Mam pomysł na nowe ff i poniżej wklejam wam rozdział pierwszy i kawałek drugiego. Chciałabym się tylko was zapytać czy się wam spodoba i co myślicie na jego temat :)

Rozdział 1

Euforia. Oto co właśnie czułam. Po raz pierwszy od trzech miesięcy mogłam porozmawiać z rodzicami w realu, ale nie przez kamerkę internetową. Mogłam się do nich przytulić . Bo właśnie to zamierzałam zrobić. Teraz czekałam przed lotniskiem i szukałam ich wzrokiem. Niestety jak na razie moje poszukiwania poszły na marne, ponieważ nigdzie nie widziałam naszego fiata bravo. Westchnęłam i postanowiłam przejść się po parkingu, żeby poszukać rodziców. Kręciłam się między autami, ale wciąż nie mogłam ich znaleźć. W końcu zrezygnowana usiadłam na jednej z ławek i wyciągnęłam telefon. Nie uśmiechało mi się zbyt długo czekać zwłaszcza, że byliśmy w Polsce, a ja przyjeżdżałam z Włoch. Gdy rozmawiałam z nimi przez Skype mówili, że są tutaj obecnie wielkie upały, a teraz zdecydowanie zapowiadało się na burzę.
Wybrałam numer do mojej mamy i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał…Zrezygnowana zadzwoniłam do taty. Ta sama sytuacja. Nagle przypomniała mi sytuacja, gdy byłam w drugiej klasie podstawówki, a rodzice o mnie zapomnieli. Czekałam na nich do siedemnastej, aż przypomnieli sobie, że trzeba odebrać córkę ze szkoły.
Tak czy siak nie odbierali, a ja byłam lekko zirytowana iż zawiedziona. Przez trzy miesiące byłam na takim jakby ,,obozie’’ w Los Angeles. Wygrałam konkurs i razem z innymi dziewięcioma dziewczynami i dziesięcioma chłopcami mieliśmy występy w różnych częściach LA. Rodzice oglądali mnie na YouTub’ie, a po występach rozmawialiśmy przez Skype.
Z nudów włączyłam internet. Tak! Na tym lotnisku było darmowe wi-fi! Pierwszą rzeczą, która dała mi się we znaki był Twitter. Poodpisywałam kilku osobom i dałam RT kilku postom. Chciałam też sprawdzić inne portale społecznościowe, gdy nagle dostałam informacje z Kik’a. Zdziwiłam się, bo nikt z moich znajomych nie miał konta na tym czacie. Kliknęłam w powiadomienie.

MrPenguin: Hejka J

What?!

Ja: Znamy się?

MrPenguin:  Nie, ale chyba o to w tym chodzi co nie? Żeby poznawać nowe osoby? J

No tak. Szczerze mówiąc jego odpowiedź za bardzo mnie nie dziwiła, bo właśnie po to założyłam Kik’a. Wcześniej pisałam na 6obcy, ale według mnie to było bez sensu na dłuższy dystans. Tutaj przynajmniej mogłam zakończyć z kimś rozmowę, a potem znów napisać do tej samej osoby.

Ja: No tak XD

MrPenguin: Więc co tam u cb?

Ja:  Jak zwykle nudy, a tam?

MrPengun:  Pff. Nie rozumiem ludzi, którzy się nudzą. Ja obecnie ,,oglądam’’ super ciekawy film z moim przyjacielem. Pomińmy fakt, że oglądałem go już trzy razy wcześniej, a on o tym nie wie J

Ja:  Nie zauważył, że z kimś piszesz?

Tak, wiem. Teraz rozkmina: dlaczego ona tak swobodnie z nim pisze? Według mnie bez sensu zaczynać z kimś pisać, jeśli potem ma się pisać tylko ,,taa…jasne’’ lub ,,aha’’ i czekać, aż druga osoba będzie podtrzymywać rozmowę.

MrPenguin: Nie, jest zbyt zaabsorbowany oglądaniem Transformers i piszczeniem za każdym razem jak stanie się coś złego.

No tak. Faceci to wieczne dzieci, to wiem, ale żeby piszczeć?!

Ja:  Serio?

MrPenguin: Niestety. Moje uszy na tym cierpią J

Ja: XD To wielki problem

MrPenguin: A żebyś wiedziała! Gdybym ogłuchł miliony ludzi na świecie by na tym ucierpiało! :P

Ja: Aha. Jaaaasne. Sorka, ale muszę kończyć.

Widziałam zbliżających się rodziców, a nie uśmiechało mi się zbytnio tłumaczyć z kim piszę.

MrPenguin: Oki. Mogę napisać jutro?

Może to głupie, ale czytając tą wiadomość automatycznie się uśmiechnęłam. Zazwyczaj ludzie nie chcieli gadać dwa razy i bardzo się ucieszyłam, że tym razem ma być inaczej. Poza tym zapytał się czy może napisać, więc to świadczyło o tym, że jest miły. Chyba.

Ja: Jasne J

Moja mama była kilka metrów ode mnie, więc schowałam telefon do kieszeni jeansów i mocno ją przytuliłam. To samo zrobiłam z tatą.
- Nawet nie wiecie jak się za wami stęskniłam! – powiedziałam, gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy. Rodzice odpowiedzieli mi uśmiechami.
- My też. Musisz nam o wszystkim poopowiadać – no tak. Moja mama zawsze lubiła słuchać o tym, co się u mnie dzieje i za każdym razem, gdy rozmawialiśmy przez kamerkę wypytywała się mnie o wszystko.
- Ale teraz lepiej chodźmy do samochodu – zauważył tata, a ja się z nim zgodziłam, ponieważ po chwili poczułam kroplę deszczu na nosie. W ekspresowym tempie znaleźliśmy się w aucie, a przez całą drogę powrotną odpowiadałam na pytania rodziców.

~*~

Odetchnęłam z ulgą, Gdy w końcu przekroczyliśmy próg domu. Cieszyłam się, bo tata zaoferował, że zaniesie moje walizki do pokoju, a mama poszła zrobić kakao. Ja za to ruszyłam w kierunku ,,mojej oazy’’. Tata zdążył wyjść chwilkę temu, a ja postanowiłam przebrać się w coś cieplejszego. Wyciągnęłam z walizki sweterek i się w niego przebrałam. Od razu poczułam przyjemne ciepło i uśmiechnęłam się. Z tym właśnie uśmiechem miałam zamiar ruszyć w stronę kuchni, ale w ostatniej chwili się zatrzymałam. Podeszłam do biurka na którym wcześniej położyłam telefon. Wzięłam go do ręki i schowałam do kieszeni. Tak z przyzwyczajenia. Następnie dołączyłam do rodziców przy stole. Mama podała mi z uśmiechem kubek kakao. Rozmawialiśmy bite cztery godziny, aż ja zrobiłam się śpiąca. W Polskiej strefie czasowej była dopiero czternasta, ale ja jeszcze się nie przestawiłam i czułam się jakby była dwudziesta pierwsza. Powiedziałam rodzicom, że idę spać a oni pokiwali głową ze zrozumieniem. Szybkim krokiem ruszyłam do mojego pokoju, aby wyjąć piżamę z walizki. Następnie ruszyłam do łazienki, żeby wziąć szybki i ciepły prysznic. W ekspresowym tempie umyłam zęby i rozczesałam włosy. Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu znalazłam się w swoim łóżku. Oczywiście wcześniej musiałam zasłonić żaluzje, ale cieszyłam się, że mogłam w końcu zatopić się w miękkiej pierzynie. Z przyzwyczajenia włączyłam wi-fi w telefonie i posprawdzałam portale społecznościowe. Nagle mój telefon zawibrował, a na pasku zobaczyłam znaczek kik’a. Kliknęłam na niego ze zmarszczonymi brwiami, a po chwili się uśmiechnęłam.

MrPenguin: Dobranoc. Słodkich snów J

Ja: Dobranoc J

I z tym właśnie uśmiechem zasnęłam.

Kawałek rozdziału 2 (fragment ze środka)
 
Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i przeczytałam wiadomość z kik'a.

MrPenguin: Co tam?

Czytając to, automatycznie się uśmiechnęłam. Chyba mam jakieś problemy z psychiką.

Ja: Nuuudy, a u cb?

MrPenguin: Też. Właśnie siedzę w salonie, skazany na towarzystwo trzech debili :(

Po prostu nie mogłam się nie zaśmiać.

Ja: XD A czemu sądzisz, że oni są debilami, a ty nie?

Szczerze? Normalnie bym czegoś takiego nie napisała, ale z nie wyjaśnionych przyczyn, pisało mi się z nim strasznie swobodnie.

MrPenguin: Pff! Bo ja jestem mądry, przystojny, zabawny, seksowny, przystojny, utalentowany...

Ja: Skromny...

MrPenguin: normalny, wspaniałomyślny i jak słusznie zauważyłaś - niezwykle skromny ;-)

Ja: OMG! Ty do mnie mrugnąłeś?! Nie wierzę!

MrPenguin: Ej! Weź mi tu nie przechodź w fazę fangirlu! Wystarczy mi, że muszę codziennie słuchać mojej mamy, która powtarza mi, że jestem najprzystojniejszym facetem na ziemi?

Ja: Nie chce cię urazić, ale wszystkie mamy tak mówią.

MrPenguin: Serio?! Twoja matka też uważa, że jestem najprzystojniejszym facetem na tej planecie?!

Ja: Ugh! Nie! Moja mama nic nie mówi na twój temat! Znaczy chyba, bo tak jakby nie wiem kim jesteś, ani jak się nazywasz.

MrPenguin: Pójdźmy na układ: ją ci wyjawie moje imię, a ty mi swoje. Okey?

Ja: Oki. Ty pierwszy.

MrPenguin: Lucas. Miło mi panienkę poznać ;-)

Luke?! Nie, chwila...wpadam w paranoję. Za dużo 5 Seconds of Summer.

MrPenguin: Wszystko okey?

Dopiero po otrzymaniu tej wiadomości zorientowałam się, nie odpisuje mi od dobrych kilku minut.

Ja: Tak, sorka. Po prostu twoje imię skojarzyło mi się z Hemmingsem z 5 Seconds of Summer. Ja mam na imię Rozalia :)

MrPenguin: Hmm...Rozalia, Rose, Roza, Lia, Alia...Ładne imię ;-)

Ja: Lał! Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to imię ma tyle skrótów XD

MrPenguin: No widzisz? Ile ją cię już nauczyłem? A ile jeszcze nauczę! A teraz sorka, ale zaraz wracam.

~Minutę później~

MrPenguin: Zostań moją księżniczką! Proszę!

Ja: Em...Wszystko okey?

MrPenguin: Oczywiście cukiereczku! Co porabia mój dziubasek?

Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Co prawda tak, żeby nie obudzić rodziców, ale jednak.

Ja: Ty nie jesteś Lucas, co nie?

MrPenguin: A co myślałaś? Jestem jego zajebistym przyjacielem!

No i wszystko jasne...

Ja: Okeeey. Miło mi poznać :)

MrPenguin: Ups! Kochanie, mamy problem! Nasz księciuniu wraca z WC i chyba zorientował się, że mam jego komórkę! Módl się za mnie mój skarbie! Kofam cię!

Oki. To było dziwne. Przez następne trzy minuty nie dostawałam odpowiedzi, więc odłożyłam telefon na bok.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I co wy na to?

6 lipca 2015

Rozdział 21

I wracamy do normalności :-)
Mam takie małe pytanko: podoba wam się to, że czasami pojawia się perspektywa Lucasa, czy mam wrócić do samej perspektywy Lily?

,, I'm just a little bit extra ordinary ''

~Lily POV~

Rano obudziło mnie lekkie szturchnięcie w ramię.
- Wstawaj. Od siódmej są dzisiaj godziny odwiedzin. Pojedziemy do twojego taty - szepnął mi do ucha, kiedy nie chciało mi się wstać, a to od razu podziałało. Szybko zerwałam się z łóżka i podeszłam do szafy. Po chwili zauważyłam, że Luke przyglądał mi się z dziwnym uśmieszkiem. Spojrzałam na siebie ze zmarszczonymi brwiami i od razu spiekłam buraka. Bluzka mi się lekko podwinęła do góry odsłaniała parę centymetrów brzucha. Tak samo spodenki tyle, że w ich wypadku było gorzej. Ledwo zasłaniały pośladki. Szybko poprawiłam piżamę i wróciłam do przeszukiwania szafy. Oprócz tego starałam się nie zwracać uwagi na palące mnie policzki. W końcu znalazłam odpowiedni strój i poszłam do łazienki. Zakluczyłam drzwi i stanęłam przed umywalką. Na widok mojego odbicia nieźle się przestraszyłam. Miałam podkrążone, czerwone i spuchnięte od płaczu oczy. Dokładnie przemyłam twarz i rozczesałam włosy. Następnie ubrałam się w jasno-brązową tunikę, ciemne spodnie tego koloru i skórzane botki. Dzisiaj postanowiłam założyć wyższe buty, bo miałam dość tego, że Luke był ode mnie wyższy o dobre 20 cm, jak nie więcej. Wyszłam z łazienki i wróciłam do chłopaka. Akurat stał przed oknem i przeglądał coś w swoim telefonie. Korzystając z jego nieuwagi postanowiłam zrobić mu niespodziankę.  Najpierw po cichu się do niego skradałam, po czym skoczyłam mu na plecy. W pierwszej chwili był zaskoczony, a potem złapał mnie i zaczął się kręcić. Ja za to piszczałam i nie mogłam przestać się śmiać. W tamtej chwili mogłam z czystym sumieniem powiedzieć, że czułam się naprawdę dobrze. W tamtej chwili zapomniałam o przerażającej rzeczywistości.

******

Od 20 minut czekaliśmy na korytarzu, aż lekarz w końcu pozwoli nam wejść do sali. Podobno moja mama zniknęła ze szpitala parę minut po tym jak do niego weszła. Próbowałam się do niej dodzwonić, ale to nic nie dało. Miała wyłączoną lub rozładowaną komórkę. Zgaduję, że to pierwsze, ponieważ moja rodzicielka zawsze miała naładowany telefon. Zaczęłam się poważnie niepokoić, bo zazwyczaj mówiła mi gdzie idzie i kiedy wróci. Tak, wiem, że zazwyczaj takie rzeczy mówi matka, ale taka jest prawda. Ostatnio nam się nie układało, ale zawsze wiedziałam co się z nią dzieje. Już miałam spróbować zadzwonić do niej kolejny raz, gdy nagle coś, a raczej ktoś mnie powstrzymał. Tym kimś okazał się Ashton, który właśnie do mnie podszedł i od razu mocno przytulił. Zgaduję, że zauważył, iż moje oczy były zaczerwienione od płaczu. Staliśmy tak dobre trzy minuty, aż Luke do nas podszedł.
- Lily, lekarz chce z tobą porozmawiać. Chcesz żebyśmy poszli z tobą? - zapytał z...troską? Ostatnio naprawdę byłam skołowana jeżeli chodzi o Hemmings'a. Raz był agresywny, raz troskliwy, a potem znowu obrażony. Serio, jego można by porównać do kobiety w zaawansowanym stopniu ciąży.
- Tak - skinęłam głową na potwierdzenie moich słów. Ash objął mnie w talii i ruszył za Lucasem. Po chwili chłopak otworzył nam drzwi do gabinetu doktora i wszedł razem z nami. Szatyn około trzydziestki gestem pokazał nam, że mamy usiąść na krzesłach, które stały naprzeciwko dębowego biurka. Bez słowa to zrobiliśmy, a on zaczął mówić:
- Nie mam zbyt dobrych wieści. Pani ojciec...- chciał mówić, ale ja mu przerwałam.
- Niech pan powie po protu ,,twój'', dobrze? - poprosiłam, a on skinął głową.
- Twój ojciec przeżył ciężki wstrząs mózgu. Niestety nie możemy stwierdzić, kiedy się obudzi oraz w jakim będzie wtedy stanie. Możliwe, że nastąpi u niego amnezja wsteczna co oznacza, że może stracić pamięć w odniesieniu do wydarzeń, których był świadkiem przed przypadkiem. Prawdopodobnie będzie to tylko czasowy zanik pamięci deklaratywnej. W najgorszym wypadku może dojść do asystolii, czyli brak czynności elektrycznej serca. A to niestety może doprowadzić pacjenta do zgonu* - powiedział, a widząc moją przerażoną minę szybko dodał - ale to w najgorszym wypadku! Prawdopodobnie zakończy się na tymczasowej amnezji. Okres odzyskiwania pamięci powinien potrwać góra trzy miesiące z racji, iż przy rodzinie ten proces następuje szybciej. Oglądanie zdjęć, filmów, opowiadanie różnych historii...to wszystko pomaga - dokończył i spojrzał na mnie z pokrzepiającym uśmiechem. Szczerze? W żadnym stopniu nie poczułam się lepiej.  Można raczej powiedzieć, że gorzej. Cieszyłam się, że prawdopodobnie mój tata przeżyje, ale niezbyt uśmiechała mi się wizja jego amnezji. Kogo i co będzie pamiętał? Będzie w ogóle wiedział, że się przeprowadziliśmy? Że mieszkamy w Sydney, w Australii? Te myśli nie dawały mi spokoju. Doktor po wypowiedzeniu tych słów wyprowadził nas z gabinetu i ruszył w stronę jakiegoś oddziału. Nie wiedziałam jakiego. Można powiedzieć, że przestałam kontaktować. Gdyby nie Ashton, który trzymał mnie w talii pewnie wyrżnęłabym w ścianę. Przez całą drogę mnie prowadził, a Luke dzielnie kroczył po mojej lewej stronie, również gotowy mi pomóc w razie potrzeby. Cieszyłam się, że ich mam, bo nie wiem co bym bez nich zrobiła. Nagle stanęliśmy, a ja spojrzałam na nich pytającym wzrokiem.
- Pan Rox kazał na poczekać - powiedział Irwin, a ja spojrzałam się na niego ze zmarszczonymi brwiami nie rozumiejąc o kim mówi. On w odpowiedzi westchnął.
- Rox to nazwisko doktora, który zajmuje się twoim tatom - wyjaśnił Hemmings, a ja skinęłam głową. Czekaliśmy tak dobre kilka minut, gdy nagle poczułam, że ktoś się na mnie uwiesza. Odwróciłam się zdziwiona o 180 stopni i od razu zostałam mocno przytulona przez Calum'a. Odwzajemniłam uścisk, a następnie powtórzyłam to samo z Michael'em. Nagle poczułam się dobrze, bo wiedziałam, że są ze mną moi przyjaciele.
- I co wiecie? - zapytał się przejęty Hood czym od razu przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Lekarz powiedział, że prawdopodobnie tata Lils obudzi się z amnezją - cieszyłam się, że Luke nie powiedział: Jeżeli tata Lils się obudzi to będzie miał tymczasową, albo całkowitą amnezje. Bo była taka opcja. Mógł się nie obudzić, albo całkowicie stracić pamięć. Na tą myśl momentalnie poczułam jak po plecach przechodzi mnie zimny dreszcz, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Dopiero w tamtym momencie dotarło do mnie, że mogłam stracić mojego tatę, człowieka, który mnie wychował, na zawsze. Przełknęłam głośno ślinę i poczułam jak robi mi się słabo. Ostatnie co zarejestrował mój wzrok to to, że opadałam na ziemię i to, że ktoś mnie łapie.

* No cóż...Powiem tak:
Jeżeli nie docenicie tego, że wypisywałam te wszystkie asystolie, czy jak im tak, to nie wiem co zrobię. Starałam się napisać to w miarę zrozumiały sposób, ale nie wiem czy mi się udało. W razie czego możecie to sobie wpisać w wikipedię. Informacje o amnezji znalazłam pod ,,amnezją organiczną'', na którą znalazłam link ze ,,wstrząśnienia mózgu''. W razie czego poniżej wam to zlinkuje:
- Wstrząśnienie mózgu
- Amnezja organiczna 
- Asystolia
- Pamięć deklaratywna 

***~Luke POV~***

Nagle zobaczyłem świat w zwolnionym tempie. Wszystko było ,,okey'', na tyle na ile można tak powiedzieć, gdy Lily gwałtownie zbladła. Na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Wzdrygnęła się tak jakby nagle zrobiło jej się przeraźliwie zimno. Chciałem zapytać się jej czy wszystko w porządku, gdy dziewczyna lekko się zachwiała, a po chwili zaczęła opadać na ziemię. Bałem się, że uderzy głową o podłogę, ale na szczęście Michael zdążył ją w porę złapać. 
- Pomocy! - stałem jak kukiełka, której pan nie pozwala się ruszyć podczas, gdy Hood wzywał pomoc. Szybko zleciało się stado pielęgniarek, a ja jakby nagle się ocknąłem i podeszłem do nich. Kobieta około czterdziestki sprawdzała jej puls, a po chwili kazała Calum'owi zanieść ją do jakiejś sali. Szliśmy kawałek korytarzem po czym weszliśmy do pomieszczenia. Jakaś doktorka kazała położyć ją na łóżku szpitalnym, co mój przyjaciel zrobił bez mrugnięcia okiem. Następnie podszedł do nie rój pielęgniarek. Serio. Było ich chyba z dziesięć. Przestraszyłem się, bo z tego co mi wiadomo, przy takich przypadkach są potrzebne góra dwie. Po chwili zostaliśmy wyproszeni z sali. Posłusznie opuściliśmy pomieszczenie i usiedliśmy na plastikowych krzesełkach na przeciwko drzwi. Oparłem łokcie na kolanach i złapałem się dłońmi za głowę. O co tu do cholery jasnej chodzi?


***~Lily POV~***

Wciąż się bałam. W głowie słyszałam tylko jeden głos, który co chwilę powtarzał: Możesz go stracić. Na zawsze. Ta myśl mnie przerażała. Nie wyobrażałam sobie jak mogłabym stracić mojego tatusia. Człowieka przy którym się wychowałam. Mężczyznę, który nauczył mnie jeździć na rowerze i asekurował przy nauce jazdy na deskorolce. Ta myśl była dla mnie nie do zniesienia i uderzała boleśnie w moją podświadomość. Może i ostatnio oboje razem z mamą mnie zaniedbywali, ale nie potrafiłam sobie wyobrazić życia bez choćby jednego z nich. Dzięki niem jestem teraz tym, kim jestem. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wiele im zawdzięczam. To dzięki ich ignorancji otworzyłam się bardziej na ludzi. To dzięki ich miłości była humanistką. To oni nauczyli mnie kochać, a teraz, gdy dryfowałam w nicości bałam się, że nigdy nie będę mogłam im tego powiedzieć. Miałam ochotę płakać, ale nie potrafiłam. Dosłownie. Byłam w ciemności. Nie wiedziałam ile czasu minęło od tego jak zemdlałam. Bo tego byłam pewna. Od dziecka miałam problemy jeśli chodzi o takie wiadomości. Gdy dowiedziałam się, że moja ciocia jest szpitalu z miejsc prawie upadłam. Od razu przewidywałam najgorsze. Tym razem jednak to najgorsze mogło nastąpić, a ja nie mogłam nic na to poradzić.

***~Luke POV~***

Czekaliśmy przed tą salą jak idioci około 20 minut. Po tym czasie podeszła do nas pielęgniarka i powiedziała, że nasza przyjaciółka się obudziła. Wszyscy odetchnęliśmy na tę wieść z ulgą i weszliśmy do sali. Dziewczyna leżała na łóżku i patrzyła się w sufit. Lekarka co chwilę zadawała jej jakieś pytania, a ona z wyraźnym znużeniem na nie odpowiadała. Na ten widok chciało mi się śmiać, ale powstrzymałem się zagryzając wargę. Gdy nas zauważyła powiedziała krótkie ,,do widzenia'' i wyszła. Lily spojrzała w naszą stronę i się do nas lekko uśmiechnęła. Podeszliśmy do niej i stanęliśmy po obu bokach ,,jej'' łóżka.
- Co się stało? Dlaczego zemdlałaś? - zapytał Ashton, a ona zagryzła nerwowo wargę. Coś ewidentnie było nie tak.
- Lils...- mruknąłem ostrzegawczym tonem.
- Lekarze podejrzewają u mnie nerwice lękową - gdy to mówiła nie patrzyła nas, ale na sufit. Nerwica lękowa?! A czym to się niby różni od normalnej?!
- Ok, a o co w tym chodzi? - Calum chyba czytał mi w myślach.
- Przy zwykłej nerwicy osoba nie powinna się denerwować, ponieważ może dostać ataku. W przypadku nerwicy lękowej wygląda to trochę inaczej. Człowiek czuje strach przez cały czas, ale nie zawsze jest tego świadomy. Kiedy źródło strachu jest nieznane osoba denerwuje się bardziej, niż kiedy wie dlaczego jest przerażona. Ma drgawki, duszności, mroczki, robi jej się słabo itp. - powiedziała, a z każdym jej słowem denerwowałem się coraz bardziej. Czy ona naprawdę mogła być chora? W momencie, gdy chciałem zadać jej pytanie do sali wszedł lekarz.
- Przepraszam, że przeszkadzam panno Whiskins, ale nie przynoszę zbyt dobrych wieści...- powiedział a ja od razu wyczułem kłopoty.



No i co wy na to? Tak, wiem, że sobie u was grabię, bo ciągle kończę w najgorszym momencie, ale co porazić? Taka jestem :-)
Poza tym wyjeżdżam później, więc w następny poniedziałek możliwe, że też pojawi się notka.

!Zakładka kontakt jest zaktualizowana! Teraz znajdziecie mnie również na kik'u!